[17]

- jest... nadzieja.
- matka? siostra?
- po prostu. jest.

padał zimny deszcz

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

po tym komentarzu do komentarza normalnie az sie boje odezwac, zeby kogos nie urazic... ale niech bedzie, w koncu mamy wolnosc slowa :P

[17] - powiem, ze ladne... ma cos w sobie; skojarzylo mi sie jakos z tym najnowszym obrazkiem, "tancem"... (moze to przez ten zimny deszcz)

a na nadchodzacy rok - wlasnie tej nadziei, dla Was wszystkich, zeby byla - po prostu :)

bluegirl - co prawda sie nie znamy, ale rozbawilas mnie tamtym komentarzem - i uswiadomilas jako jedna z bardzo wielu, po raz nie wiadomo ktory, ale mysle, ze zawsze wazny chociazby ze wzgledu na moje "poszukiwania tworcze", jak wiele zalezy od interpretacji ;)
czasami oczywistosci nie sa potrzebne; wystarcza te nitki "historii" i "kultury", ktore sprawiaja, ze jakos intuicyjnie czuje sie, do czego ktos nawiazuje - i wtedy chyba nie ma "mniej" czy "bardziej stonowanego" jezyka, jest jeden, ten "odpowiadajacy" ;)

Bluegirl pisze...

nie wiem czy zauważyłaś ale na tym blogu nie są zamieszcane przemyślenia w stylu ,,poszedłem do sklepu i kupiłem ziemniaki" tylko coś głębszego. A Twój ostatni komentarz nie był zbyt głęboki. Jeśli Cię uraziłam to przepraszam.

Anonimowy pisze...

ja tam sie urazona nie czuje, wiec i przeprosiny niepotrzebne ;) (chociaz pozostaja pewne niescislosci - "ostatni komentarz" to ten do [17] czy ten poprzedni? bo jesli chodzi o poprzedni, to byl pisany ze swiadomoscia bycia "niezbyt glebokim", jak to nazwalas, poza tym nie odnosil sie do calosci, ech, niewazne... za to ten do [17] juz chyba niekoniecznie z ta swiadomoscia ;))
tak mi sie skojarzylo ze slowem "glebokie": czasami stopien takiej "glebokosci" tez zalezy od odbioru... swego czasu analizy tekstow kultury w wykonaniu pewnej polonistki z LXVII LO doprowadzaly mnie i moja bliska znajoma do wnioskow, ze czasami "glebokie" znaczy "blizej dna" ;)
kiedys napisalam pewien tekst, w zalozeniu satyryczny i dosc lekki, sluzacy chyba tylko zabawie przy pisaniu, moze ewentualnie jakiejs prowokacji wobec inspiratorki - a potem ludzie czytajacy to powyciagali mi z tego takie interpretacje i takie motywy, o ktorych mi sie nawet nie snilo. I wiesz co? Jak sie tak naczytalam komentarzy, to w pewnym momencie bliska bylam stwierdzenia, ze one naprawde tam sa... ;)
a czasami nawet w "kupowaniu ziemniakow" mozna odnalezc "cos glebszego". Ryzykowalabym stwierdzenie, ze nawet niektore z "tutejszych przemyslen" maja swoje poczatki w niekoniecznie az tak "glebokich", obiektywnie rzecz ujmujac (o ile cos takiego w ogole jest mozliwe), wydarzeniach ;) (niech mi Szanowny Autor zaprzeczy, jesli sie myle ;))
przepraszam, jesli zanudzilam - niektorzy nie sa przyzwyczajeni do moich grafomanskich sklonnosci :P

tak z ciekawosci, bluegirl, co studiujesz?

Bluegirl pisze...

chyba jednak nie znasz ,,Szanownego Autora" tak jak ja, śmiem twierdzić:)

Ja szczęśliwie natrafiłam na Malowańca, on mnie rozumiał, przynajmniej tak mi się wydaje.

A studiuję stosowane nauki społeczne na UW.

Anonimowy pisze...

czasami nie trzeba znac az tak dobrze osoby, zeby znac osobowosc, i nie trzeba ani jednego ani drugiego, zeby rozumiec pewne... ekhem... mechanizmy tworcze (brzmi okropnie ;)) - bo albo sie je zna "z siebie" (nie tyle "z wlasnego przykladu", co "intuicyjnie", moze nawet "od zawsze"), albo wcale;

albo cos "przemawia", i rozumie sie to niemalze przez blysk w oczach, a nie przez slowa - albo nie, i wtedy zadne slowa wyjasnienia i interpretacji nie pomoga w odbiorze (bardzo to widac np. w "Dziewczynie" Lesmiana).

Dlatego wyciaganie czegos z tekstow moze byc zupelnie niezalezne od "wyciagania czegos" (wnioskow pewnie, w tym wypadku ;)) z osoby ich autora/ki.
Na szczescie :)

Bluegirl pisze...

z tą róznicą, że Leśmianowi się zmarło a Szanowny Autor szczęśliwie żyje i jeszcze coś może powiedzieć, jako dodatek do twórczości:)

w mechanizmach twórczych masz rację- w grunice rzeczy jesteśmy ludźmi i działamy na bardzo podobnych zasadach.

co do interpretacji- zauważyłaś, że przynajmniej w liceum interpretowaliśmy twórczość osób, którzy nie za bardzo mogły się wypowiedzieć, o co im chodziło? Czasem może o nic a my dorabialiśmy im ideologię. Stąd udziwnione interpretacje. Ich wielość. Dlatego nie mówmy o interpretacjach tylko o uczuciach, odczuciach jakie w nas dany utwór wywołuje:)

Anonimowy pisze...

Alez ja wlasnie caly czas o tym mowie ;)
(swoja droga kto wie, czy to "co w nas wywolal tekst" nie jest duzo wazniejsze od tego "co autor mial na mysli"... dlatego wlasnie nie jest wazne, czy autor zyje czy nie i czy cos do tekstu dopowie, czy nie - bo rownie dobrze tekst moze "zyc wlasnym zyciem". Co innego, ze piszac czesto bardzo duzo z siebie sie w nim zostawia. Nie mozna wyjsc z siebie, stanac obok i dopiero cos napisac czy powiedziec. Kazdy widzi to, co wokol, przez wlasne oczy, inaczej sie nie da. I pewnie dlatego wlasnie mozemy mowic tylko o "odczuciach, jakie cos w nas wywoluje", a nie o tym, co tez autor chcial tam wsadzic ;))
podobnie jest chyba z "glebokoscia" tychze odczuc: ona nie zalezy bynajmniej od tego, czy autora znamy dobrze, czy wcale, czy nam powiedzial poza tekstem co chcial nam powiedziec w tekscie - tylko od nas, mniej lub bardziej swiadomie. Od tego, jakich nitek (strun, jeszcze bardziej obrazowo) naszej "historii", "kultury", "natury", czy jakkolwiek by to nazwac, dotkna te slowa z tekstu... ;)